Historyczne osiągnięcie lęborczanina – na pokładzie żaglowca opłynął legendarny Spitsbergen
Mieszkaniec Lęborka Mirosław Dyndo, po 50 latach od pierwszej wyprawy, ponownie był członkiem załogi żaglowca STS "Generał Zaruski", który wyprawił się na legendarny Spitsbergen. To, co nie udało się w 1975 roku, teraz stało się faktem - położona w archipelagu Svalbard na Morzu Arktycznym największa wyspa Norwegii została opłynięta podczas trwającego 12 dni rejsu. Drugim honorowym gościem sierpniowej wyprawy była Joanna Wyderko.
140 uczestników, siedem etapów, ponad 6 tys. mil morskich i 15 portów oraz pięć polskich polarnych stacji badawczych - to bilans trwającej dokładnie 101 dni wyprawy na Spitsbergen. Wśród osób witających powracającego do macierzystego portu statku była dwójka żeglarzy, która pięć dekad temu pod wodzą kpt. Andrzeja Rościszewskiego doprowadziła jacht do brzegów Svalbardu - Joanna Wyderko i Mirosław Dyndo. Pod gdańską banderą “Generał Zaruski” nie tylko powtórzył tę trasę, ale i opłynął Spitsbergen. Ustanowiony został historyczny rekord najdalszej północnej szerokości geograficznej 80°35’ N (o jeden stopień więcej niż 50 lat temu).
Etap na legendarny Spitsbergen rozpoczął się 12 sierpnia 2025 r. o godz. 22.30. W późnych godzinach nocnych 24 sierpnia 2025 roku STS "Generał Zaruski" zacumował w porcie w Tromsø - po 12 dniach żeglugi z Longyearbyen. Podczas jubileuszowego rejsu „Zaruski” opłynął Spitsbergen trasą przez cieśninę Hinlopen, wzdłuż wschodniego wybrzeża tej największej wyspy archipelagu Svalbard. Tym samym załoga "Generała Zaruskiego" spełniła marzenie kapitana Andrzeja Rościszewskiego, który dowodził statkiem podczas wyprawy na Spitsbergen przed 50-laty. Pół wieku później na tym samym statku opłynięto arktyczną wyspę, odwiedzając miejsca, które robią ogromne wrażenie - lodowce, fiordy, stacje badawcze, miejsca pamięci, mierząc się z różnymi wyzwaniami - mgły, silne prądy, dryfujące kry. Załogę rocznicowej wyprawy stanowili członkowie w wieku od 18 do 70 lat, o zróżnicowanym doświadczeniu, od nowicjuszy po doświadczonego w rejsach polarnych, kapitana jachtowego Adama Walczukiewicza.
Wyprawa żaglowca na Spitsbergen w 1975 roku była pierwszym w historii polskiego żeglarstwa polarnego przedsięwzięciem tego typu. Dowódcą rejsu był kapitan Andrzej Rościszewski, a załogę stanowili młodzi żeglarze z Pałacu Młodzieży w Warszawie, którzy przez rok przygotowywali się do wyprawy – uczestnicząc w szkoleniach takielarskich i bosmańskich oraz odbywając rejs kwalifikacyjny jesienią 1974 roku.
Rejs trwał 56 dni, rozpoczął się 8 lipca i zakończył 31 sierpnia. Trasa prowadziła przez Gdynię, Skagen, Longyearbyen, Ny Ålesund, wyspę Moffen, cieśninę Hinlopen, Barentsburg, Hornsund, Wyspę Niedźwiedzią, Lerwik (Szetlandy) i Göteborg, kończąc się ponownie w Gdyni. Łącznie przepłynięto wówczas 5270 mil morskich, a kulminacyjnym momentem wyprawy było osiągnięcie rekordowej szerokości geograficznej 80°34′N – wówczas najwyższego punktu dotarcia polskiego jachtu na północ.
Choć celem wyprawy było pełne opłynięcie Spitsbergenu, załoga musiała zawrócić z powodu bariery lodowej w cieśninie Hinlopen.
- W 1975 roku byłem świeżo po maturze w Warszawie. Chodziłem na zajęcia szkutniczo – żeglarskie, remontowanie jachtów w Pałacu Młodzieży – wspomina urodzony w Warszawie Mirosław Dyndo.
Po rejsie kwalifikacyjnym po Zatoce Gdańskiej znalazł się w gronie szczęśliwców, którzy zakwalifikowali się do załogi rejsu żaglowcem STS Generał Zaruski.
- Najpierw było 60 chętnych, do rejsu kwalifikacyjnego przystąpiło 40 osób, wytypowanych zostało 20.
W rejs na Spitsbergen wyruszył jako 19-latek. Pół wieku temu na spełnienie marzeń nie pozwoliła pogoda w cieśninie Hinlopen. Ustanowiony został jednak historyczny rekord najdalszej północnej szerokości geograficznej 80°34’ N. 50 lat później historyczny rekord został poprawiony o jeden stopień.
- Wrażenia niesamowite, bo wróciły wspomnienia sprzed 50 lat i łza się w oku zakręciła. Bardzo dużo zmieniło się od tego czasu, cofnęły się lodowce. Przypomniały się miejsca, choć teraz wyglądają już zupełnie inaczej. Tam, gdzie kiedyś górnicy wydobywali węgiel, teraz są turystyczne miejscowości. Jak opływaliśmy Spitsbergen były bardzo silne prądy, bryły lodowe, musieliśmy bardzo uważać, żeby nie uszkodzić jachtu. Po drodze widzieliśmy morsy, delfiny, foki. Nie udało się nam zobaczyć białego niedźwiedzia.
Na jubileuszowym rejsie był członkiem czwartej wachty, jednej z czterech liczących po 5 członków, która odpowiadała za bezan (żagle z tyłu). Na rocznicowy rejs namówił jedną ze swoich córek, więc była to rodzinna wyprawa.
- Córka nie jest żeglarką, ale była zachwycona rejsem. Nie rozchorowała się podczas rejsu i wróciła do portu z uśmiechem na twarzy, pełna wspaniałych wrażeń.
Mirosław Dyndo (ur. 1956) jest warszawiakiem z urodzenia. Na Pomorze trafił jako jeden z budowniczych Elektrowni Jądrowej „Żarnowiec” (EJŻ). W Lęborku otrzymał mieszkanie na os. Sportowa i już został w naszym mieście. Kiedy ćwierć wieku temu wybudowana została pływalnia został zaangażowany jako instruktor pływania. Potem nawiązał współpracę z trenerem pływania Dariuszem Gromulskim z klubu Solex Lębork, mając wkład w liczne sukcesy. Kilka lat temu odszedł z klubu, żeby we współpracy z Polskim Komitetem Paraolimpijskim uczyć pływania osoby z niepełnosprawnością. W tej działalności także osiągnął ze swoimi podopiecznymi medalowe sukcesy.
Gdańska wyprawa Generała Zaruskiego na Spitsbergen była możliwa dzięki współpracy wielu instytucji, w tym Urzędu Miejskiego w Gdańsku, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, Uniwersytetu Wrocławskiego, Instytutu Oceanologii PAN oraz partnerów takich jak Narodowe Muzeum Morskie, Polski Rejestr Statków i sponsor wyprawy – firma PZU.
Autorem zdjęć jest Rafał Kłos. W tekście wykorzystano informacje ze strony gdansk.pl





























