W hołdzie ofiarom tragedii sprzed 81 lat w Lęborku
We wtorek, 10 marca 2026 r. w Lęborku odbyły się uroczystości upamiętniające 81. rocznicę tragicznych wydarzeń z 1945 roku, które rozegrały się na plebanii kościoła św. Jakuba Apostoła. Był to czas szczególnie bolesny w historii miasta, gdy w wyniku sowieckiej zbrodni życie stracili duchowni oraz osoby szukające schronienia przed Armią Czerwoną.
W intencji ofiar modlono się podczas Mszy świętej odprawionej w Sanktuarium św. Jakuba Ap., której przewodniczył proboszcz parafii o. Damian Basarab. Wspólna modlitwa była wyrazem pamięci i hołdu dla tych, którzy w tragicznych okolicznościach stracili życie.
Po zakończeniu nabożeństwa uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty oraz zapalili znicze pod tablicą pamiątkową umieszczoną na ścianie klasztoru. Widnieje na niej napis upamiętniający osoby zamordowane przez Sowietów 10 marca 1945 roku – ks. Roberta Königa, ks. Franciszka Szynkowskiego oraz uciekinierów przed Armią Czerwoną, którzy przebywali na terenie plebanii.
W imieniu samorządu Miasta Lęborka kwiaty złożył zastępca burmistrza Krzysztof Król. Władze Powiatu Lęborskiego reprezentowali wicestarosta lęborski Adrian Wenta oraz radny Rady Powiatu Lęborskiego Ryszard Wenta.
W uroczystości wzięli udział duchowni, mieszkańcy miasta oraz parafianie, którzy wspólnie oddali hołd ofiarom i przypomnieli o dramatycznych losach Lęborka oraz jego mieszkańców w ostatnich miesiącach II wojny światowej.
Fragment artykułu pt. „Strzały na plebanii” autorstwa Jana Chlebowicza „Gość Gdański „15/2014 opisujące tragiczne wydarzenia z 10 marca 1945 roku: „Część mieszkańców szukała schronienia na plebanii kościoła św. Jakuba Apostoła. Proboszczem parafii był wówczas ks. dr Kurt Heinrich, kapłan katolicki, Niemiec. – Niektórzy mówili o nim „chodząca świętość”. Nawet w czasie wojny, mimo ostrych hitlerowskich zakazów, słuchał spowiedzi w języku polskim. Na plebanii przebywali także gospodyni, młody niemiecki duchowny ks. Robert König oraz ks. Franciszek Szynkowski z Niezabyszewa, któremu towarzyszyli siostra z mężem i ich dwie córki. Według relacji ks. Heinricha, oprócz nich, w piwnicy plebanii schroniło się aż 50 lęborczan, w tym kobiety i dzieci. W pewnym momencie koło świątyni zaczęło kręcić się kilku Rosjan. Zażądali od ks. Heinricha kluczy do stajni. Chcieli ukraść konie. Jednak w budynku zastali jedynie starego opla. Żołnierzom nie udało się odpalić auta. Byli wściekli. Weszli na plebanię i zaczęli grozić, że wszystkich pozabijają. Usiedli w kuchni i zaczęli pić. Chcieli, by siostrzenice ks. Szynkowskiego dosiadły się i im towarzyszyły. Kiedy te odmówiły i wylały wódkę do zlewu, wpadli w szał. Sowieci rzucili się na młode kobiety, próbując je zgwałcić. One uciekły do jadalni, w której, jak wspomina ks. Heinrich, przebywało wówczas 18 osób. Jedna z dziewczyn uklękła. Rosjanin tłukł ją kolbą karabinu i kopał. Miała wtedy powiedzieć: „Ja nie idę do was, lecz do mojego Boga”. W tym czasie inny czerwonoarmista siłą rozbierał gospodynię plebanii. W jej obronie stanął ks. Szynkowski. Rosjanin zaczął wrzeszczeć, że wszystkich zabije. Potem kazał opuścić budynek kobietom z małymi dziećmi. Księża udzielili wszystkim pozostałym w środku rozgrzeszenia. Ks. König trzymał w ręku hostię. Kapłani przeczuwali, że może dojść do tragedii.
Proboszcz zaczął błagać o litość. Bezskutecznie. Jeden z czerwonoarmistów zamknął się w pokoju plebanii z 16-letnią dziewczyną, którą brutalnie zgwałcił. Według relacji ks. Heinricha na sam koniec strzelił jej w tył głowy, a krwi było tak dużo, że aż wylewała się z pomieszczenia. Księdzu Heinrichowi udało się opuścić budynek. Szukał pomocy u rosyjskich oficerów. O tragedii, która nastąpiła potem, dowiedział się od swojej gospodyni. Jeden z żołnierzy ponownie próbował zgwałcić siostrzenicę ks. Szynkowskiego. Podczas szarpaniny z dziewczyną wypaliła jego broń, raniąc Rosjanina w stopę. Sowieci opuścili budynek. Jeden z nich miał wrzucić do środka granat. Chwilę później padły strzały. Zginęli ks. König, ks. Szynkowski, cała jego rodzina oraz przyjaciel. Przez dwa tygodnie ciała zamordowanych leżały niepochowane. W końcu ktoś pogrzebał je w ogrodzie przy plebanii. Potem dzięki ks. Heinrichowi zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz. Kilka miesięcy później niemiecki proboszcz musiał opuścić Polskę.”





























